poniedziałek, 6 stycznia 2020

Breyer Traditional - Griffin Collector Club 2017

Breyer Traditional - Griffin nr katalogowy 712227, model z Collector Club na 2017 rok.


Przedstawia konia półkrwi Irish Draught (Draft), czyli półkrwi irlandzkiej gorącokrwistej. Półkrwi, ponieważ "ajrisze" nie występują w maści izabelowatej, jak ten tutaj oraz nie powinny mieć tak dużych odmian na kończynach.


Jak pisałam wcześniej, był to model dostępny w roku 2017 dla członków klubu Collector Club, co potwierdza złoty napis na brzuchu modelu.


Mold konia to "Cleveland Bay" wyrzeźbiony przez Karen Y. Gerhardt i wprowadzony do sprzedaży w roku 2006. Pokazywałam go już na blogu nie raz, bo mam obecnie u siebie 5 modeli na tym moldzie... O jej, trochę się rozmnożyły...

Nie dawałabym linków do starych postów, ale z tego co wiem, to większość osób ogląda tego bloga na telefonach, a wtedy nie mają okienka z wyszukiwaniem po wpisanych słowach. Co, osobiście twierdzę, jest tragedią, bo nie pozwala na porządne wyszukanie informacji. No ale, kto w ogóle jeszcze zagląda w starsze wpisy... Chyba tylko przypadkiem przez wyszukiwanie w Google :v

Kasztanowaty - Breyer Traditional - Irish Draught 9171
Siwy - Breyer Traditional - O'Leary's Irish Diamond 1277
Ciemnogniady - Breyer Traditional - Trooper nr 1701
Srokaty - Breyer Traditional - Oliver 711339


Mold ma wersję z trzema różnymi grzywami. Trooper ma całkowicie wygoloną grzywę, kasztan na poniższym zdjęciu ma rozwianą...


natomiast Griffin jest przygotowany do pokazu i grzywa została zapleciona w koreczki, a kopyta przyczernione (normalnie na kończynach z odmianami kopyta powinny być kremowe).



Czytałam kiedyś dyskusję na FB, że nie powinno mówić się "nogi konia". Ostatnio w jakimś artykule zobaczyłam określenie "kończyny piersiowe" (czyli przednie) oraz "kończyny miednicowe" (czyli tylne). Ale kilka dni temu dowiedziałam się ciekawej rzeczy i napiszę to też tutaj, może powinniśmy wrócić do takiego nazewnictwa? Cytuję:

"Kiedyś nazywano je (nogi konia) o wiele ładniej. Prawa przednia nosiła nazwę wyskocznej, lewa przednia - grzebnej (podpatrzono bowiem, że kiedy koń przebywał w stepie, to właśnie "lewą przednią" wygrzebywał sobie trawę spod śniegu), prawa tylna to włóczna, bo obok niej wlokła się włócznia, którą zresztą dlatego tak się właśnie nazywa, że ją obok konia wleczono. Wreszcie lewa tylna - siadana, bo nad nią się przerzuca nogę przy wsiadaniu. Również zad koński dzielono na dwa połcie, to lewy nazywał się wsiadany, a prawy odwłóczny, z tych samych powodów".

Cytat pochodzi z książki Jerzego Urbanowicza Gdzie są konie z tamtych lat wydanej w roku 1986. Przeczytałam obecnie około 1/3 całości, ale już dowiedziałam się niezmiernie ciekawych (przynajmniej dla mnie) rzeczy o historii konia w Polsce, początkach hodowli koni arabskich w naszym kraju, skąd wzięły się powiedzenia o koniach, jak rozwijało się jeździectwo sportowe, jak nazywały się konie sławnych władców i wojskowych, trochę o maściach końskich... a jeszcze tyle do przeczytania :D


Ale wracając do modelu - bardzo lubię jego głowę z "osiołkowatymi" uszami ;)


Jak Wam się podoba ten mold? Którą maść i wersję grzywy wybralibyście dla siebie?



Życzę Wam raz jeszcze wszystkiego najlepszego w całym 2020 roku :)

U mnie szykują się niestety zmiany, ale nie uprzedzajmy faktów.


Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Do mnie zdecydpwanie bardziej przemawia Irish i Cooper ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, ja jeszcze czytam Twoje starsze wpisy!
    Co do samego Griffina to jak dla mnie jest chyba najfajniejszą wersją kolorystyczną na tym moldzie jak dotąd. Szalenie podoba mi się cieniowanie, a do tego strzałka na pysku sprawia, że, że jego głowa nie wygląda na taką wąską jakgdyby nagle uciętą (wyraźnie widać różnicę między nim a ogierem Irish Draught na zdjęciu na którym stoją naprzeciw siebie). Po tym jak przedstawiłaś Troopera, który wydawał mi się (przedtem) śliczny, zwątpiłam, czy w ogóle chcę ten mold, ale jak patrzę na zdjęcia Griffina, to z chęcią bym go przygarnęła ;)
    Książka wygląda na ciekawą pozycję, będę musiała po nią sięgnąć. Radzę jednak nie brać do serca wszystkiego, co jest tam napisane o maściach, bo to bardzo zmieniająca się dziedzina c;

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój ulubiony to zdecydowanie kasztan. Co do starszych wpisów, ja także do nich zaglądam ;) może mniej często, bo i nie mam już takiego entuzjastycznego podejścia do plastików, ale zawsze, gdy wraca mi na dany model "faza".
    Książka brzmi ciekawie, jeśli uda mi się znaleźć bibliotekę w nowym mieście, to na pewno poszukam.
    Jejku, robię wszystko, żeby uciec przed anatomią, a tu nomenklatura ;_;. Już wolę słyszeć, że ktoś nazywa kończynę piersiową nogą, niż tłumaczyć, dlaczego koń "ma nadgarstek w kolanie" :D.
    Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że nie przemawia do mnie ten pan. Być może nie przypadło mi jego malowanie kopyt, które nie jest realistyczne i koreczki (jakoś mnie nie pociągają). Nie wiem, w ogóle z resztą nie przemawia mnie ten mold jest on taki dla mnie strasznie grubaśny. Którego z tych panów bym wybrała? Myślę, że Oliver, Irish Draught lub O'Leary's Irish Diamond (z naciskiem na tego trzeciego(tylko szkoda, że jest wycofany)).

    Pozdrawiam Katarzyna ze Stajni Pegaz :)
    Zapraszam również tutaj: https://stajnia-pegaz-studio.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Różowe okulary7 stycznia 2020 21:13

    Ja posiadam kasztanowego Irish'a i jestem z niego baaardzo zadowolona. Jeden z większych i fajniejszych modeli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój naj to Oliver. Ja na samym dole twojego bloga mam opcje wyświetl wersję na komputer. Prawie tylko na tej wersji czytam.

    Pozdrówki Aneta=)!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale dużo koni jest na tym moldzie! Griffin jest poprostu w moim typie, nic dodać, nic ująć :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zdecydowaliście się coś tutaj skrobnąć :)